Wywiad z Agatą Matejczuk





Jako laik w świecie ultra z podziwem patrzę na poczynania kobiet, biorących udział w  długodystansowych biegach górskich. Niejednokrotnie zauważyłem, że kobiety mają w sobie zdecydowanie większe pokłady energii, są silniejsze psychicznie od mężczyzn i łatwiej radzą sobie w kryzysowych sytuacjach. Bohaterka naszego artykułu jest bardzo poważaną postacią wśród nie tylko amatorów tego ekstremalnego sportu, ale również zawodowców. Matka trójki dzieci, która trzy miesiące po cesarskim cięciu decyduje się na start w jednym z najtrudniejszych i najdłuższych biegów górskich w Polsce! Bohaterka filmu „Biegacze”, Reprezentantka Polski w biegu 24- godzinnym. Nie ukrywam, że pisząc ten artykuł, w głowie plącze się tysiące pytań, na które chciałbym poznać odpowiedź… Żeby jednak nie rozpisywać się zbytnio- postanowiłem zadać te najistotniejsze.

Wiele osób twierdzi, że biegacze, którzy decydują się na tak ekstremalne sporty jak długodystansowe biegu górskie musieli przejść w życiu przez coś, co sprawia, że maja sobie coś do udowodnienia- trzeba przyznać, że w wielu przypadkach tak właśnie jest… W jednym z artykułów, nie szczędziłaś słów na ten temat. Czy możesz czytelnikom naszej strony, w kilku zdaniach opisać skąd u Ciebie tyle samozaparcia i  siły?

Generalnie coś w tym jest… 
Nie chcę już do pewnych spraw wracać. Ten rok zaliczam do sukcesu przejścia w “nowa ja”. W tym wszystkim pomógł mi artykuł w GW w dodatku “ Wysokie obcasy “ z października zeszłego roku. I naprawdę wstydziłam się przed samą sobą czytać.  Nie kłamałam, ale obnażyłam się. 
Szczerze? Pomogło, to kilku osobom. A może kilkunastu. A mam nadzieje, że kilkudziesięciu.
Kilka osób do mnie napisało. W skrócie opisali swoją historię- podobna. W większości, to mężczyźni.
Bardzo szczerze. Bardzo blisko. Z kilkoma mam kontakt do dziś. I staram się pielęgnować znajomość, choć wiem, że nie jestem w tym nawet przeciętna. Nie z lenistwa. Po prostu z dużej ilości zadań w ciągu każdego dnia. I w tym miejscu przepraszam!


Pierwszym Twoim celem stał się maraton, który dla wielu biegaczy pozostaje górną granicą. Królewski dystans pokonałaś bez większego przygotowania- było to w 2006 roku. Od tamtego czasu minęło 12 lat- jesteś dla wszystkich przykładem, że można! Ale wróćmy trochę wstecz, dlaczego akurat góry?

Mój pierwszy maraton wymarzyłam, a może beztrosko sobie wymyśliłam w 2005 roku, ale spóźniłam się na start i przełożyłam na za rok. Nie, nie spokojnie- nie tylko się spóźniłam- nie mialam pakietu! Choć wtedy i rok później o tym nie wiedziałam, że coś takiego trzeba mieć.
Za rok w 2006 roku pojechalam na start. Bez kasy, bez pakietu i bez wiedzy o nim.
To byla szybka akcja. Taksowka, pożyczyłam pieniądze od brata ciotecznego i wystartowałam.
Umierałam na czwartym okrążeniu, czyli na ostatniej dyszce z hakiem.
Ale udało się!
Nie  chodziłam prawie tydzień. Czas 4:24:28.
Miazga totalna, ale udało się.
Potem Selekcja, Muay Tak, Harpagan i wreszcie góry i ultra.
No właśnie góry! Są piękne, są magiczne, potocznie mówiąc czyszczą głowę. Są tajemnicze i beztroskie. Potrafią sprawić łomot, ale powodują, że pragnie się tego jeszcze bardziej po każdym powrocie do domu. Wciągają bez pamięci. Uwielbiam pod każdą postacią i o każdej porze roku!

Agata, jesteś rozpoznawalną osobą wśród biegaczy i często podczas rozmowy pojawia się Twoje nazwisko- zapewne niejednokrotnie dostawałaś z tego powodu czkawki, ale uwierz mi jeśli jesteś obgadywana, to padają same superlatywy! Wśród moich przyjaciół, na wieść o tym, że będę miał możliwość przeprowadzić z Tobą wywiad- padło wiele pytań, na które chcieliby usłyszeć odpowiedź, dlatego chciałbym Ci je teraz zadać.  Co Cię napędza podczas tak długotrwałego wysiłku jak bieg na dystansie 240 kilometrów, kiedy ciało podpowiada, że ma już dosyć?

Teraz przede wszystkim rodzina, którą zostawiam na czas zawodów. Wiem, że to brzmi dość bezsensownie, ale mam pragnienie, aby być w górach, biegać. A kiedy biegnę myślę, że chciałabym być już z rodziną.
Ciało mówi wiele, żeby nas zniechęcić. Tu najważniejsza jest głowa! Albo tego pragniesz i głowa działa, albo przyjeżdżasz za rok się “odkuć”.
Istnieją też kontuzję, ale to już bardzo poważne sprawy. I tu faktycznie nawet głowa nie da rady.

Jakie techniki, czy też triki stosujesz żeby oszukać dystans i pobiec dalej zanim zdecydujesz się na przerwę?

Staram się “gadać” do siebie w dwóch osobach.
Przestań i idź! Brzmi, to chorobliwie, ale tak nie jest. Czasem czuje jakiś ból i wiem, że to ciało chce mnie oszukać. Olewam wtedy tego trolla i wyśmiewam go. I za jakiś czas się łapię na tym, że w sumie od dawna nie boli. I tak w kółko.
Myślę o rodzinie, dzieciach. O tym czego nie zrobiłam. I setki innych rzeczy przewala się przez moja głowę.

Czy zdarzyło Ci się mieć jakieś omamy/ przywidzenia podczas wielogodzinnego wysiłku? Jeżeli tak, to czego dotyczyły?

Jasne!
Wilki na Biegu 7 Szczytów- były dwa...
Na UTMB najbardziej utkwił mi fotograf w lesie z płachtą na sobie i z cholernie długa tzw. lufą… prawie miałam pozować...

 Zdarzyło Ci się zmierzyć z jakimś niebezpieczeństwem na trasie?

Może nie bezpośrednio, ale przestraszyłam się jak na tegorocznym UTMB zasypiałam na zbiegach i kilka razy się potknęłam i poślizgnęłam.
I jedna rzecz, kiedy na trzech ostatnich podejściach miałam bardzo płytki oddech. A na ostatnim, to naprawdę już tylko głową podchodziłam, bo praktycznie nie mogłam złapać oddechu.


Jak znajdujesz czas na trening? Jakiś złoty środek? Większość z nas nie jest w stanie poświęcić się tylko bieganiu- jest jeszcze rodzina, dom, praca, obowiązki…

Ja też mam rodzinę. Męża i troje dzieci, dom... Pracuje na etacie w Przedszkolu wojskowym jako woźna. Do lipca byłam pracownikiem gospodarczym.
Nie jestem sportowcem i nie zajmuje się tylko bieganiem.
Trenuje późnym wieczorem i zdarza się nad ranem.
Przede wszystkim pomaga mi w tym wszystkim mój mąż. 


UTMB- marzenie każdego „ultrasa” nie ukrywam, że od czterech lat również i moje. Wiem, że miałaś okazję wystartować w tegorocznej edycji, przy okazji- niesamowita niespodzianka zapewne! Opowiedz proszę pokrótce jak do tego doszło, że zameldowałaś się w tym roku na starcie w Chamonix?

To był najwspanialszy prezent urodzinowy jaki dostałam. Oczywiście poza moja rodziną. Dziećmi i mężem.
Zbiórka na zrzutka.pl na moje największe biegowe marzenie.  Uczestniczyło w tym wszystkim szerokie grono znajomych, o których istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Tzn. wiedzialam, ale nie o wszystkich.
Wsparli mnie prywatni ludzie i wiele innych wspaniałych społeczności? Nie wiem jak to ująć- przepraszam.  Nie jestem z tych co rzucają pięknymi elokwentnymi wypowiedziami.
Kingrunner Ultra, Columbia(Rafał), RYKOwisko, Hammer (Piotr), moi Przyjaciele Elżbieta i Radosław , Mikołaj i wiele wspaniałych osób.
Moje marzenie się spełniło! Za co dozgonnie będę wdzięczna! Wszystkim i każdemu z osobna.



Co mogłabyś poradzić osobom, którzy zamierzają zasmakować dystansu ultra?

Przede wszystkim nie porywać się z “ motyką na wiatr”, ale to nie znaczy nie próbować.
A wszystko zaczyna się od marzeń!


Na koniec jeszcze pozwolę sobie zadać pytanie odnośnie Biegu 7 Szczytów… Wiem co znaczy 110 kilometrów w nogach, ale powiedz nam proszę- jak można ukończyć 240 kilometrów? Na co najbardziej uważać? Czego się spodziewać?

Przede wszystkim trenować, a potem  zacząć spokojnie. I trzeba sobie to mentalnie poukładać. Spodziewać się można wszystkiego. Ultra jest nieprzewidywalne.
Mnie po prostu ścięło kiedy najmniej się tego spodziewałam. Kiedy uważałam, że teraz to nie ma siły, żeby mnie poskładać. A jednak! Przed 195 km - przed punktem na Wilczej Przełęczy prawie mnie odcięło. Gdyby nie głowa i myśl o ŕodzinie. O Ich poświęceniu. Nie skończyłabym.


Jakie jest Twoje największe marzenie?

Zakochałam się w Chamonix, zakochałam się w Alpach.
Marzę wrócić na UTMB.
I chyba nadal Spartathlon… Choć góry tutaj rządzą.


Czego mogą Ci życzyć czytelnicy tego artykułu?
Zdrowia przede wszystkim!
Dziękuję bardzo za rozmowę.