Debiut Longera na dystansie Ultra- Relacja z UltraTrail


             To był mój pierwszy górski ultramaraton na dystansie 68 kilometrów, do którego podszedłem raczej ostrożnie. W swoim życiu najwięcej przebiegłem 42 km w Maratonie Wrocławskim w zeszłym roku. Początek roku był dla mnie ciężki jeśli chodzi o problemy zdrowotne, w styczniu nie wystartowałem w Zimowym Maratonie Bieszczadzkim ze względu na zapalenie oskrzeli, luty i marzec obfitował w problemy z alergią, więc tak po prawdzie z końcem marca rozpocząłem przygotowania.

Mój tygodniowy kilometraż wynosił 40-50 km, międzyczasie wystartowałem w dwóch półmaratonach- Sobótka i Wrocław. Bieg Ultratrail na 68 km swój start miał w sobotę 20.07 o godzinie 6. Rozpocząłem od szybkiego marszu z kijami i uplasowałem się w 3/4 stawki, czego później żałowałem bo na leśnej trasie nie miałem możliwości wyprzedzania ludzi na zbiegach w okolicy Trojaka z powodu zbyt wąskich przejść. W głowie miałem jeden cel, zmieścić się w limicie czasowym i ukończyć bieg. W ostatnim czasie podczas biegów miałem duże problemy ze skurczami łydek, na ten bieg po zaczerpniętych opiniach zakupiłem sole mineralne, które suplementowałem przez cała trasę. Do 40 km utrzymywałem w miarę równe tempo, na podejściach szedłem, na zbiegach próbowałem nadrobić utracone minuty.

Kryzys dopadł mnie na 42 km w okolicach Borówkowej góry, musiałem się zatrzymać, zjeść żel energetyczny i odpowiednio się nawodnić. Po kryzysie, który przepracowałem w głowie dalszą cześć biegu pokonywałam marszem, starając się nie zatrzymywać. Na punkcie odżywczym w Złotym Stoku zapoznałem biegacza, którego w trudnych momentach wspierała żona, na pierwszy rzut oka wyglądał na odwodnionego, skarżył się na brak apetytu i sił, wspomogliśmy go wspomnianymi już wcześniej solami mineralnymi. Po uzupełnieniu wody, zjedzeniu owoców ruszyłem dalej do ostatniego punktu na Orłowcu gdzie czekała ekipa supportująca Dawida na biegu na 240 km i Dominika Krzak, dzięki której ukończyłem ten bieg, bo przed opuszczeniem punktu dopadły mnie skurcze łydek i mięśni ud.

Dominika wystartowała mnie z punktu wcześniej wspomagając mnie bananami, kubkami coli, wody, a swoją lekkością biegu zmotywowała do dalszej „pogoni” do linii mety. Podczas całej trasy prowadziłem wewnętrzny dialog ze sobą, motywując się wewnętrznie, uświadamiając po co to robię, jaki mam cel, miałem okazje do przemyśleń na tematy codziennie, nad którymi nigdy nie ma czasu się zatrzymać. Mój zegarek zakończył swoją pracę na 62 km. Trasa okazała się jednak dłuższa, mój 68 km był na asfaltowym zbiegu w kierunku Lądka Zdroju. Kiedy usłyszałem, że stadion jest niedaleko wykrzesałem z siebie ostatnie pokłady energii, nie chciałem aby ludzie widzieli, że idę, bo byłby to marny finish. Przekroczyłem linie mety, a brawa osób które mijałem spowodowały, że jeszcze bardziej czułem się dumny z siebie, że ukończyłem mój pierwszy ultramaraton i mam apetyt na więcej, może w przyszłym roku wystartuje w KBLu na 110 km?




Ostatecznie, skurcze w nogach były do zniesienia, mój jedyny uszczerbek na zdrowiu to pęcherz na prawej pięcie. Fizycznie czułem się lepiej niż po asfaltowym półmaratonie.

Po marzenia...


Publikowanie komentarza

0 Komentarze