ZUK, czyli jak się sponiewierać, aby później dożywotnio doceniać suche skarpetki!


Ten bieg różni się od wszystkich ultra, w których dotychczas brałam udział. Nigdy wcześniej nie miałam okazji przebiec 57 kilometrów w przemoczonych butach. Nigdy też nie próbowałam odnaleźć szlaku patrząc przez przymarznięte rzęsy, a już na pewno nie zastanawiałam się czy kolejny krok stawiany w bezkresną biel będzie miał okazję dotknąć ziemi. 

Na ZUKu 2020 można było znaleźć wszystko, co amatorzy mocnych wrażeń lubią najbardziej: ścinający z nóg wiatr, zamieć, kryształki lodu uderzające w twarz i kilkumetrową widoczność, a to wszystko pod górę umoszczone lodem oraz pokryte białym pudrem. Uczta dla wyostrzonych zmysłów! 

Fot. Karolina Krawczyk

Start o 7:45 z Polany Jakuszyckiej po wcześniejszym wnikliwym sprawdzeniu wyposażenia obowiązkowego - punkt dla organizatorów. Pierwsze trzy kilometry należało rozpocząć szybko. Nikogo więc nie zdziwiło 3:20 na liczniku. Nie dać się zaklinować na przewężeniu to pierwszy krok w kierunku swobodnego biegu. Gdy człowiek się dobrze rozpędził i zaczął cieszyć oko widokiem, wpadał do rzeczki po łydkę lub udo - do wyboru. Dalej zabawa nabierała rumieńców - Schronisko Kamieńczyk, Hala Szrenicka, Śnieżne Kotły i zaczęło się. Obejście czeską stroną do Przełęczy Karkonoskiej było osobliwym tańcem bandy emerytowanych tancerek rewiowych. Lewa noga pląsała w śniegu, druga uciekała do boku tworząc pół szpagat. Wbity kijek zapewniał równowagę i ponowne połączenie odnóży. Po 1376  powtórzeniach naciągnięte pachwiny pozwalały założyć nogę na głowę i okręcić ją wokół szyi. Jak dobrze, że zamieć dodawała dramatyzmu temu występowi. Dobiegając do schroniska zrozumiałam dlaczego nosi nazwę "Odrodzenie", łyk herbaty i dwie pomarańcze pozwoliły mi się odbudować i ruszyć dalej. 


Biegnąc w kierunku kolejnego punktu żywieniowego zastanawiałam się, co kieruje ludźmi, którzy z własnej woli wybierają się na sobotni trekking na Śnieżkę - w taki dzień jak ten?! Gdzieś w połowie tych rozmyślań pojawiło się dwoje ludzi skrytych pomiędzy Słonecznikami. Przyszło mi nawet do głowy kilka epitetów, aby określić pomysł na wybranie tego miejsca na postój. 
Oczywiście był to Rudy i Kaśka z naszego teamu - któż inny! 

Rudy: "Jak się czujesz?"
Rasałka: "Nogi mi do dupska wchodzą, zaczynam mieć dość"
Rudy: "Zmień płytę, bo będę nagrywać"
Rasałka: "Jest cudnie, pogoda dopisuje, widoczność idealna, w sam raz, aby zaplanować dwa kolejne kroki. Polecam!" 


Dodali mi skrzydeł do samego paśnika na 32 kilometrze. Atmosfera w Domu Śląskim przypominała rozdanie Oskarów - każdy zawodnik został potraktowany jak Bradley Cooper, czy inna Angelina Jolie - oklaskami i okrzykami, z tą różnicą, że oni nie mieli okazji zjeść pysznej pomidorówki. 

Wejście na Śnieżkę nie sprawiło większego problemu pod warunkiem, że ma się dużą tolerancję na odmrożenia drugiego stopnia palców u dłoni. Jedyne wrażenie mogła sprawić grupka pozbawionych odzienia istot pozaziemskich, pani w bucikach na obcasie oraz spotkany na szczycie Yeti. 


Sam zbieg na Czarny Grzbiet do Jelenki zostanie ze mną na długo. Wszechogarniająca mgła przywołała na myśl kilka nietuzinkowych thrillerów, a sama widoczność sięgała końca moich kijków. Droga do Przełęczy Okraj upłynęła bardzo przyjemnie, głównie za sprawą kilku niespodziewanych spotkań. Na ostatnim paśniku czekała na mnie niezawodna rodzinka, z najwierniejszą i znaną ze swojego potężnego głosu mamą Dorotą. 

Pozostałe 17 kilometrów miało upłynąć bez większych wydarzeń. Jeszcze tylko pełne zanurzenie stóp w rzeczce, zabranie ze sobą dodatkowych 300 gramów błota i można lecieć. Tutaj moja głowa zdecydowała, że nie ma ochoty się dalej ścigać i męczyć. Bez wyjaśnienia przyczyny biegłam równym tempem, dając się wyprzecić bez walki dwóm zawodniczkom. Dziś czuję niedosyt i brak akceptacji. 


Finalnie zameldowałam się na mecie jako 17/63 kobieta oraz 130/390 zawodniczka z czasem 8:12:52. Dobrze? Źle? Nie w takiej kategorii będę wspominać tę przygodę. Dziękuję organizatorom Zimowego Ultramaratonu Karkonoskiego za wspaniałą atmosferę i organizację. Dostałam wspaniały upierdziel, lepiej nie mogłam sobie tego wyobrazić :) 


Rasałka

Publikowanie komentarza

0 Komentarze