Dyrektorzy wyścigów walczą z nową normalnością!


Po tym jak ostatnio wylewają się pomyje na organizatorów wszelkich imprez sportowych, po tym jak organizatorzy Twoich ulubionych wyścigów robią co mogą żeby w najmniejszym chociaż stopniu dać Ci zasmakować biegania po ulubionej trasie- postanowiliśmy przedstawić opowieść pewnego dyrektora imprezy.

Jest czwarta nad ranem w czwartek, a kiedy leżę w łóżku, mój mózg krąży w milionie kierunkach. Jak wielu z nas w dzisiejszych czasach, nadal walczę ze zmartwieniem, niepewnością i niepokojem - szczególnie, jeśli dotyczy to mojej pracy. Jaka jest moja praca „Jestem dyrektorem wyścigu”, mówi cichy głos w mojej głowie. 

Widzisz, wczoraj desperacko trzymałam się jednej z moich tras wyścigu, która pierwotnie była zaplanowana na 4-5 kwietnia, ale musiała zostać przełożona na 24-25 maja z powodu pandemii koronawirusa. Potrzeba odroczenia wyścigu wynikała z decyzji wydziału parków o cofnięciu pierwotnego zezwolenia. Ale moja decyzja, by kontynuować wyścig, a nie go anulować, opierała się na podejściu ultra biegaczki. Dlaczego? Ponieważ to właśnie robią biegacze ultra. Nie poddajemy się. Walczymy, czołgamy się, łączymy nasze gówno razem i przedostajemy się na drugą stronę. W jakiś sposób jesteśmy dobrzy w znajdowaniu tego światła na końcu tunelu, bez względu na to, jak ponure może się wydawać w naszych czasach rozpaczy. Więc tam byłam, trzymając się ponurego światła gównianej burzy i nie zamierzałem porzucić mojego stanowiska. 

To, co nastąpiło po mojej decyzji o przełożeniu wyścigu na maj, to wiele negatywnych komentarzy, cynizmu i krytyki moich działań jako dyrektora wyścigu. Ludzie, od których zależało mi wsparcie, rzucili we mnie ręcznikiem, a ja otrzymywałem ogromną liczbę e-maili od biegaczy niezadowolonych z mojej decyzji o organizacji wyścigu, niezadowolonych z zasady odroczenia i niezadowolonych, ponieważ chcieli zwrotu pieniędzy. W szczególności jeden biegacz przesłał mi długą listę swoich przekonań wraz z tym, co według niego powinnam zrobić („w twoim najlepszym interesie jako kierownika wyścigu…”) i ta jego sugestia, że weźmie udział w wyścigu jako wirtualne wydarzenie. Podążył nawet za nim, dołączając tabelę potrzeb... 

Oczywiście podważyłem decyzję o przesunięciu terminu imprezy i zastanawiałam się, czy powinnam była zaakceptować odwołanie (co widziałem jako DNF) w marcu. Ale mózg ultrarunnera nie działa w ten sposób. Odpływamy od paśnika do paśnika w nadziei, że dotrzemy do mety. Cichy głos w mojej głowie wielokrotnie powtarzał: „Bądź realistką. Zaakceptuj wynik. Ten wyścig się nie dzieje. ” Ale tam byłam, nieugięta, aby biegać, dopóki nie spóźnię się na punkt kontrolny, tylko po to, by zejść z trasy. 

W poniedziałek, 11 maja, dostałam powiadomienie z departamentu parku o drugiej zmianie terminu i podjąłem decyzję o całkowitym odwołaniu imprezy na 2021 rok. Musiałam odpuścić. 

Celem tej historii jest po prostu zapewnienie wglądu w codzienny zgiełk dyrektora wyścigu. Nie szukam współczucia. To moja praca. Wybrałam tą drogę, a to wiąże się z wzlotami i upadkami. Ale chciałabym, żeby wszyscy wiedzieli kilka rzeczy. Większość dyrektorów wyścigów to marzyciele. Jesteśmy optymistami, którzy spędzają dużo czasu przed komputerem, pracując nad wieloma szczegółami, których nikt nigdy nie zobaczy, chyba że sami zajmą się kierowaniem zawodów. Mamy ostrożną nadzieję na pozytywne wyniki i wkładamy nasze serce i duszę w organizację, aby uzyskać pożądane rezultaty.

Nikt nigdy nie pozna uczucia, jakie odczuwa dyrektor zawodów, gdy zobaczy biegacza, który wbiega na linię mety. Dyrektorzy wyścigów nie unikają wyzwań; w rzeczywistości cała ich kariera opiera się na byciu wizjonerami. Większość dyrektorów wyścigów, których znam, to przede wszystkim biegacze, a walka o ukończenie wyścigu nie różni się niczym od walki o ukończenie organizacji imprezy biegowej.

Rozumiemy, że istoty ludzkie są niezależnymi, przeciwnymi stworzeniami i że często uczymy się od siebie więcej, gdy się nie zgadzamy. Jeśli staramy się żyć wiecznie w stanie wzajemnej akceptacji, postępujemy w ten sam stary sposób. Ale następnym razem, gdy z gniewem i złością skontaktujesz się z dyrektorem wyścigu, być może przypomnisz sobie, że po prostu mając trochę empatii, możemy dzielić się różnymi opiniami w taki sposób, że rozpalamy rozmowę i tworzymy bliskość zamiast okrucieństwa.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze