JARO w Biegu - rzucił nałogowe palenie i zbędne kilogramy. Osobiste sukcesy i plany.

Jarosław Kowalczyk - JARO w Biegu- rzucił nałogowe palenie i siedzący tryb życia, został biegaczem, inspiratorem, popularyzatorem zdrowej diety i uśmiechu. 

foto: Fotografia Bez Miary Małgorzata Sedlak






Miesiąc temu trafiłam na stronę Jarka - JARO w Biegu. Spodobała mi się forma jaką ją prowadzi. Widać, że szczerze dzieli się swoim szczęściem, że nie udaje. Każde zdjęcie jest przesycone dobrą energią. Zaciekawiłam się jeszcze bardziej, gdy przeczytałam jego historię, postanowiłam napisać wywiad z Jarkiem. Rozmowa z nim była bardzo entuzjastyczna. 



- Z palacza do biegacza. Jak wyglądał ten proces z perspektywy Twoich bliskich? 
- Na początku naszej rozmowy, chciałbym bardzo podziękować za zaproszenie i zainteresowanie moją osobą. Jest mi niezmiernie miło udzielać wywiadu osobie, która przeprowadziła wywiady z bardzo dobrymi i sławnymi biegaczami ULTRA, takimi jak Roman Ficek. U mnie nie będą to tak duże sukcesy jak u Romana. Jednak moją przemianę i zmianę zaliczam do swoich osobistych sukcesów, najważniejszych w życiu. 

- Dziękuję Ci bardzo za komplement. Bardzo skromnie i pokornie podchodzę do mojej osoby. Dla mnie przy wyborze osoby, z którą chcę przeprowadzić wywiad najbardziej kieruję się jej indywidualnością, misją, szczerością, dobrem. Każdy jest na swój sposób wielki, albo może być. 

-Pytałaś o to jak to było jak rzuciłem palenie? Decyzję o rzuceniu nałogu podjęliśmy wspólnie z małżonką około 7 lat temu, to było tuż przed końcem roku. Nowe postanowienie noworoczne (śmiech). Wspieraliśmy się wzajemnie, by nie wrócić do nałogu. Chęć zapalenia papierosa zamieniłem na różnego rodzaju przekąski. Po kilku miesiącach moja waga przekroczyła grubo ponad sto kilogramów. O zmianie i mojej przygodzie - zapraszam na JARO w Biegu

-Powiedziałeś mi, że nie biegasz po to, by być na pudle, bo pudło możesz mieć z telewizora. Mógłbyś powiedzieć o tym coś więcej? 
- Od samego początku mojej przygody z bieganiem, nie tylko nie było w priorytecie, walczyć na zawodach o miejsce na pudle (śmiech). Zostawiam to dla zawodowców, ponieważ  każdego dnia, kiedy wstaję rano i spoglądam w lustro, mówię sobie, że wygrałem kolejny piękny dzień. A pudło to mam na strychu po TV (śmiech). 

-Masz wrażenie, że Twoi bliscy są z Ciebie bardziej dumni odkąd zacząłeś zdrowy tryb życia? 
- Moja najbliższa rodzina jest ze mnie bardzo dumna i wspiera mnie na każdym kroku, dopingując na zawodach, wspierając podczas treningu, to taki mój #JAROTeam.

-Skąd pomysł na prowadzenie bloga JARO w Biegu
-Pomysł na bloga zrodził się już jakiś czas temu, lecz nie było na tyle odwagi, by go uruchomić. Myślałem wtedy: ''Kto by chciał obserwować takiego amatora jak ja?''. Wrzucałem na swój profil relacje z treningów i posiłki. Znajomi mnie namówili, powiedziawszy mi, że jest to bardzo motywujące i żebym się nie wahał i stronkę założył. Nie czuję się jeszcze w tym temacie najlepiej, ale robię co mogę i bardzo się staram, żeby posty były jak należy. 

-Na swoich social mediach dzielisz się zdjęciami potraw. To Twoja druga pasja? Opowiedz. 
-Po zmianie nawyków żywieniowych, będąc na diecie, chcąc zgubić zbędne kilogramy częściej niż zwykle przebywałem w kuchni, przygotowując sobie posiłki. Można powiedzieć, że to tez przerodziło się w PASJĘ i lubię dzielić się z tym z innymi. 

-Jak, z Twojej perspektywy, reagują ludzie, gdy dowiadują się, że prowadzisz bloga, dbasz o dietę, dzielisz się zdjęciami z treningów? 
-Myślę, że nie jestem aż tak rozpoznawalny. Mam grono obserwatorów, którzy dają mi dużo motywacji do tego co robię na co dzień. 

-Bez czego nie idziesz na trening? 
- Przede wszystkim na trening wychodzę z dużą motywacją, wiem co chcę zrobić i do tego dążę. 

-Z czym wracasz z treningów? 
-Z treningów wracam mega naładowany pozytywną energią, która pozwala mi przetrwać dzień pracy w korporacji. 

-Masz cel biegowy? 
- Oczywiście, mam nawet dwa. Bez tego nie byłoby sensu.  Moje cele biegowe to: UTMB na dystansie 100km CCC (niestety brak szczęścia w losowaniu) i Bieg 7 Szczytów na DFBG  (240km)

-Co daje Ci największą satysfakcję? 
-Największą satysfakcję mam, gdy przekraczam linię mety zdrowy, bez kontuzji, z uśmiechem na twarzy. Powtarzając do samego siebie - ZROBIŁEM TO.

Jarosław Kowalczyk jest organizatorem akcję #BiegająceAniołyHospicjum. Planem jest bieg z Wałbrzycha do Warszawy, Suwałk. Celem jest zebranie 50tys złotych dla Wałbrzyskiego Hospicjum. W akcję włączają się znani biegacze, przekazując fanty pod licytację. Projekt jest realizowany z grupami biegowymi z Wałbrzycha i okolic.

Wywiad z Jarosławem Kowalczykiem przeprowadziła Marta Synowiec. 

Publikowanie komentarza

0 Komentarze