Łukasz Sagan w wywiadzie o kolejnym wyzwaniu, granicy przemęczenia, stresie, celach.




Łukasz Sagan 18 września ma wystartować w Dolichos ULTRA RACE w Grecji. Jest byłym rekordzistą Polski w biegu 48-godzinnym; dwukrotnym zwycięzcą i rekordzistą trasy Authentic Phidippides Run w Grecji; dwukrotnym zwycięzcą i rekordzistą Biegu 7 Szczytów z 2017r. W wywiadzie poruszamy kwestie związane z filozofią biegania, granicą przemęczenia, biegami ultra, stresie, najlepszą wersji siebie, powołaniu, celach, odwadze, wierze. 

foto: Łukasz Sagan

Nie umiem opisać epitetami i określaniami postaci Łukasza Sagana. Po prostu przeczytajcie ten wywiad, aby poznać go bardziej. Najlepszych ludzi, takich jak on,  nie da się zwyczajnie scharakteryzować. 


-Przejmujesz się Dolichos ULTRA RACE, czy podchodzisz do tego na luzie? To będzie dla Ciebie
wyzwanie?
-Podchodzę do tego startu z wielką radością, bo kiedy odwołali mi praktycznie wszystkie zawody które sobie zaplanowałem w tym roku, to ten start do którego mam nadzieje ostatecznie dojdzie, jak ma mnie nie cieszyć. Co prawda mamy jeszcze miesiąc, a przez miesiąc jeszcze wszystko może ulec zmianie i być może, będzie możliwe startowanie w zawodach znowu tylko w formie wirtualnej?
Oczywiście mam nadzieję, że tak nie będzie i szczęśliwie uda się w końcu w tym roku stanąć po raz
pierwszy na linii startu. Oczywiście każdy start jest dla mnie ogromnym wyzwaniem, nawet jeśli po raz kolejny startuję w tych samych zawodach. Każde moje zawody to ogromny wysiłek dla organizmu, już samo przygotowanie się do takich zawodów jest ogromnym wyzwaniem. Na zawodach nigdy nie wiadomo co mnie spotka na trasie, w jakich warunkach przyjdzie mi rywalizować. Doskonałym przykładem były zawody Authentic Phidippides Run w 2018 czy La Ultra The High w 2019 gdzie w obu przypadkach trafiliśmy na najgorsze warunki pogodowe w historii rozgrywania obu tych imprez. Tak więc, zdecydowanie każdy udział w zawodach to ogromne wyzwanie, gdzie w zasadzie do samego startu nie można niczego być pewnym. Oczywiście oprócz pracy którą się wykonało, przygotowując się do zawodów.


-Czujesz zazwyczaj stres przed takimi prestiżowymi startami?
-Nie, czuję ogromną radość, w końcu ciężko pracuję na to, aby móc wystartować w tych czy każdych innych zawodach. Sam start to dla mnie nagroda za wszystkie godziny spędzone na treningach, za wszystkie wyrzeczenia i poświęcenia. Czasami stres się pojawia w trakcie przygotowań kiedy nie jestem w stanie zrealizować swoich założeń treningowych. Niestety nie mogę sobie pozwolić na skupienie się tylko na trenowaniu tak jak to jest w sporcie zawodowym. Często muszę korygować swój plan i dostosowywać go do czasu jakim dysponuję i obowiązków nie związanych zupełnie z bieganiem.

- Jak zwykle spędzasz ostanie godziny, dzień przed startem?
Wtedy już zupełnie nie biegam, zero biegania. Dzień przed startem w zawodach to czas na pakowanie się na zawody, zrobienie zakupów na trasę, odbiór pakietu w biurze zawodów. Na totalny luz i skoncentrowanie się na tym, co mnie będzie czekać przez kilkanaście najbliższych godzin.

-Miewasz momenty słabości podczas treningów, czy zawsze masz tą pogodę ducha?
-Nie wiem jak inni ale ja mam dni lepsze i gorsze. Treningi lepsze i gorsze. Nie zawsze jestem na
najwyższych obrotach. Czasami się zastanawiam skąd ja na to wszystko mam siły, skoro czasami
treningowe wybieganie 30 km potrafi mi konkretnie dać w kość. Niestety ogromne braki  w moich przygotowaniach do zawodów, np. brak należytej regeneracji, sprawiają, że czasami niektóre treningi przychodzą mi ciężej. Choć z drugiej strony, w treningu do ultra, musimy przekraczać granicę przemęczenia. Gdzie w maratonie istniej pojęcie przetrenowania, to w ultramaratonie ta granica jest niejednokrotnie przekraczana. Głównym celem treningu do ultra jest wytrenowanie tak organizmu, aby w takich momentach umiał sobie z tym poradzić i być dalej skutecznym.

- Co/ kto jest źródłem Twojej energii (nie bierzemy pod uwagę jedzenia ;) ) ?
-Czasami mi tej energii brakuje i czasami mam tak, że najchętniej bym zrezygnował z treningu,
odpuściłbym sobie i czasami faktycznie odpuszczam. Nie jestem tym typem, że muszę zrobić trening bez względu na wszystko, umiem odpuścić i nie jest to dla mnie jakaś tragedia. Oczywiście zależy to też u mnie od tego, na jakim etapie przygotowań do zawodów jestem. Im bliżej zawodów, tym ta motywacja jest większa. Może bardziej niż motywacja, jest to świadomość celu, z czym za chwile będę się musiał zmierzyć i jakie mam konkretne cele, które chciałbym zrealizować na zawodach. Myślę, że to dodaje energii i powoduje, że bez względu czy mi się chce czy chce mi się mniej lub czy w ogóle mi się nie chce. Dobra wiadomość jest taka, że wcale nie musi nam się chcieć, po prostu robota musi być zrobiona, bez względu na to czy nam się to podoba, czy nie.

- Jakie rady mógłbyś dać ludziom, którzy chcą biegać na takim poziomie jak Ty?
-Ja bym do tego tak nie podchodził. W tym wszystkim chodzi o to, że możemy być tylko najlepszymi sobą jakimi możemy tylko być. Każdy z nas ma za zadanie wykorzystać tylko i wyłącznie swój potencjał, nie kogoś innego. Ja, tak samo jak i każdy z nas, może biegać tylko i wyłącznie na swoim poziomie. Starajmy się koncentrować na sobie, bo często przez właśnie takie głupie myślenie, strasznie się ograniczamy i nie wykorzystujemy tego co mamy najlepsze, z prostej przyczyny, bo chcę być jak... ten czy tamten, a zapominamy w tym wszystkim o sobie i swoich możliwościach. Bądźmy więc najlepszą wersją samych siebie, jaką tylko możemy być i nie koncentrujmy się a innych.

-Masz swojego trenera, rozpisany plan treningowy i indywidualnie dostosowaną dietę?
-Nie, jestem sam sobie trenerem, biegam najczęściej bez rozpisanych treningów. Diety również nie
mam. W kwestii żywienia nie jestem najlepszym przykładem, wręcz przeciwnie, jestem chyba jednym z najgorszych przykładów, choć z drugiej strony, to to że udało mi się do tej pory to wszystko
wybiegać, można by napisać o tym niezłą pracę naukową, która, jestem przekonany, obaliła by
wszystkie teorie żywieniowe w sporcie wyczynowym. Nigdy nie pracowałem też z żadnym
dietetykiem, myślę, że wielu z nich złapało by się za głowę jak bym im opowiedział, jak wygląda u mnie odżywianie.

- Jakie emocje lubisz przeżywać najbardziej?
- Lubię emocje związane z udziałem w zawodach, emocje związane z samym przygotowywaniem się do zawodów, to poczucie celu. Emocje związane z rywalizacją z innymi. Lubię tą świadomość, kiedy wiem że jestem w stanie pokonać swoje słabości w trakcie zawodów. Lubię emocję w momencie przekraczania mety, choć tego całego entuzjazmu z tym związanego raczej nie pokazuje na zewnątrz w postaci wybuchu euforii. Jak dla mnie takie jest ultra, samotne, pokorne, w ciszy bez kibicujących tłumów na trasie i często na mecie, gdzie większość trasy pokonuję się w samotności. Pomimo, że w ultra walczy się najdłużej o medale, zdobywa się je w samotności.

- Jakiej muzyki słuchasz? Ulubiony kawałek, albo symfonia?
-Na zawodach biegam bez muzyki na uszach, wolę zdecydowanie ciszę. Na treningach częściej mi się zdarza, jeśli w ogóle zakładam słuchawki, słuchać czegoś motywującego, co pozwoli mi połączyć trening fizyczny z treningiem mentalnym a który moim zdaniem w ultra odgrywa najważniejszą rolę. Oczywiście bez odpowiednio wytrenowanego organizmu, sama głowa cudów też nie zdziała.

- Podchodzisz z powołaniem do biegania?
-Uważam, że we wszystkim, najważniejszą kwestią jest właśnie odkrycie swojego powołania a późne już tylko trzeba ciężko pracować i rozwijać to powołanie w sobie. My ludzie, posiadamy taką umiejętność, że potrafimy osiągać ogromne sukcesy nawet robiąc coś czego nie lubimy. Potrafimy być świetnymi pracownikami, osiągać sukcesy w pracy, dochodzić do wysokich stanowisk jednocześnie nie lubiąc swojej pracy. Jeśli dobrze pamiętam, to chyba Henryk Szost, choć nie chcę skłamać, przyznał w którymś ze swoich wywiadów, że nie lubi biegać, co wcale mu to nie przeszkodziło aby zostać rekordzistą Polski w maratonie. Ja tak raczej nie umiem. Nie potrafiłbym biegać ultra, gdybym tego nie lubił.

- Boisz się czegoś?
-Każdy z nas ma coś czego się boi. Odwaga nie jest brakiem strachu. Odwaga jest robieniem czegoś pomimo strachu. Już to kiedyś mówiłem, że chyba najbardziej boję się przeciętności w tym co robię. Oznacza to dla mnie, nie wykorzystanie swoich możliwości, swojego potencjału. Najgorszą tragedią jest to, że czasami człowiek jest świadomy swojego potencjału, ale brakuję mu możliwości (czas, pieniądze) aby go wykorzystać.

-Pomyślałeś kiedyś "co ja tu robię?", gdy biegłeś?
Wiele razy, każdy z nas ma czasami głupie myśli. Na ostatnich moich zawodach Ateny-Sparta-
Ateny nie tylko mówiłem sobie ''co ja tu robię'', ale odradzałem wszystkim, aby nigdy nie biegli tych
zawodów.

-Jak spędzasz wolny czas, poza bieganiem?
Nie rozumiem pytania, co to znaczy czas wolny? Niestety, od kilku lat utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma właściwego rozwiązania aby móc połączyć trenowanie wyczynowe z praca etatową, doskonałym przykładem są zawodowi sportowcy. Bo aby osiągnąć sukces w sporcie zawodowym, trzeba się temu w 100% poświęcić. Niestety w sporcie amatorskim - wyczynowym a na pewno w ultra nie ma takiej możliwości. Może są nieliczni na świecie, którzy mogą poświęcić się tylko bieganiu? Ja niestety nie mam takiego komfortu, i jeśli chcę się przygotować do zawodów, to praktycznie cały wolny czas muszę poświęcić na treningi. Niestety ultra wymaga dużego zaangażowanie, myślę, że w wielu przypadkach to czas potrzebny na przygotowanie się do zawodów ultra stanowi największe wyzwanie. Biegi ultra wymagają ogromnego zaangażowania i poświęcenia się, jeśli ktoś nie jest tej ceny w stanie zapłacić, to uważam, że lepiej jest się skupić na biegach krótszych.

- Masz cel, który miałby być ukoronowaniem Twojej kariery biegacza?
-Nie mam jednego takiego celu. Mam w głowie jeszcze wiele zawodów w których chciałbym jeszcze spróbować swoich sił. Na pewno nie chciałbym aby kiedykolwiek moja kariera biegowa zakończyła się przez kontuzję, która wyeliminuje mnie z biegania.

-Masz szczególne wspomnienie z jakiekolwiek biegu, w którym brałeś udział?
Zdecydowanie tak. Na pewno chciałbym tutaj wspomnieć o mecie zawodów w Czechach na Perun
Sky Marathon, na której widok cieszyłem się chyba najbardziej w życiu ze wszystkich moich
dotychczasowych zawodów w których brałem udział. Było to zaledwie 41 km ale warunki na trasie i trudność trasy na tamten moment, spowodowały że płakałem ze szczęścia, że to już koniec, jak dla mnie zdecydowanie jedne z fajniejszych zawodów górskich jakie przebiegłem, jeszcze kilkukrotnie. Pierwszy mój Spartathlon, na którym ogromne wrażenie wywarła na mnie atmosfera panująca na tych zawodach, szczególnie meta w Sparcie i celebracja na mecie każdego zawodnika no i na koniec uroczysta gala zakończenia biegu. Zresztą za każdym razem, będąc na Spartathlonie byłem zachwycony całą tą Grecką atmosferą, tym jak Polacy potrafią trzymać się razem, pomimo, że wcześniej wielu z nas widzi się po raz pierwszy a wszyscy czują się jak by się znali ze sobą bardzo długo, myślę, że to jest ogromna siła Spartathlonu. Pierwszy mój start w Authentic Phidippides Run, Ateny-Sparta-Ateny, na którym nawet organizatora zaskoczyły warunki panujące na trasie, szczególnie w części górskiej. Praktycznie 75 godzin spędzone w deszczu, wietrze, śniegu, zamieci śnieżnej. Myślę, że nie jedne zawody w takich warunkach zostały by przerwane. Tam wtedy największym sukcesem było to, aby w ogóle przeżyć i dobiec całym i zdrowym do mety. Zawody La Ultra The High w Himalajach, niestety nie ukończone, ale cały ten czas tam spędzony, bajeczny. Pomijając już to, że po raz kolejny, trafiliśmy na najgorsze warunki z całej 10 letniej historii rozgrywania tam tych zawodów. Miejsce w którym są rozgrywane, czyli Indyjskie Himalaje, jedno z najsurowszych, najbardziej ekstremalnych na świecie, choć przepiękne to szczególnie niebezpieczne. Ciężko się w nim nie rozkochać i nie chcieć tam wrócić ponownie.

- Czujesz się silnym człowiekiem?
-Absolutnie nie, choć silny to uważam, że pojęcie względne. Pomimo że w ultra liczy się mocna głowa i wytrzymały organizm to w jakimś stopniu musimy być silni aby móc ukończyć nie jedne zawody które często rozgrywane są w ekstremalnych warunkach i na ekstremalnie długich trasach, ale myślę, że to wszystko świadczy bardziej o naszej determinacji i możliwościach, jakie w każdym z nas są ukryte.

-Jakie wartości są dla Ciebie najważniejsze w życiu?
-Zdecydowanie Bóg i codzienna Eucharystia. Choć tak nie było zawsze. Musiałem poprzestawiać swoje priorytety. Niestety świat robi wszystko abyśmy zapomnieli od kogo dostaliśmy to wszystko dzięki czemu możemy się w życiu realizować. Jak często słyszymy że pasja jest najważniejsza, że życie bez pasji traci sens... Tylko jak często dziękujemy, jesteśmy wdzięczni za wszystko co dostaliśmy od Boga za darmo, jak np. zdrowe nogi, serce, wzrok... nad którymi się nie zastanawiamy a dzięki którym możemy realizować nasze, często jak sami mówimy, najważniejsze dla nas w życiu pasje. Czasami zaczynamy to dopiero dostrzegać, kiedy widzimy osoby niepełnosprawne, lub kiedy tracimy to w wyniku jakiegoś wypadku. Niestety za często, wszystko inne jest dla nas ważniejsze niż obecność, bliskość Boga i budowanie z Nim relacji. Wszystko inne stawiamy na pierwszym miejscu. Ja w swoim życiu musiałem w końcu to zmienić.

Wywiad z Łukaszem Saganem przeprowadziła Marta Synowiec. 

Publikowanie komentarza

0 Komentarze