Maciej Bodnar - "'Rywalizacja - to było coś jak narkotyk, który dawał mi napęd do działania."

Rozmowa z wybitnym triathlonistą Maciejem Bodnarem była dla mnie jedną z tych, po których miałam jeszcze więcej energii do działania i realizacji własnych planów. Wiela inspiracja i według mnie człowiek sukcesu, który swoją największą pasję - triathlon- przekuł w biznes. 


Maciej Bodnar Coaching

Maciej Bodnar razem ze swoją żoną prowadzi firmę Maciej Bodnar Coaching. Oboje realizują się na wielu płaszczyznach, a ich wspólnym mianownikiem jest triathlon. 


-Jak wyglądały Twoje początki w sporcie? 

-Moje początki w sporcie wyglądały może nieco niestandardowo, bo nie były to takie pobudki czysto sportowe, a a bardziej zdrowotne. Będąc dzieckiem, miałem astmę oskrzelową i w celu jej leczenia, lekarz zalecił pływanie i od niego zaczęła się moja przygoda. Potoczyło się to dalej. Na zajęciach pływackich nauczyłem się pływać i chciałem spróbować czegoś więcej. Bardzo polubiłem rywalizację i to ona tak naprawdę mnie pochłonęła. Chęć rywalizacji; ścigania się z najlepszymi i przechodzenie do poziomów wyżej, wyżej i wyżej, aż do rangi ogólnopolskiej. 

-Dlaczego pokochałeś rywalizację? 

-Sama rywalizacja dawała mi możliwość spełniania się, pokonywania pewnych barier. Często widziałem, że jestem w czymś słabszy, a wtedy robiłem więcej by być lepszym. Sama droga polegająca na stawianiu się coraz lepszym w tym co robię dawała mi motywację. Rywalizacja - to było coś jak narkotyk, który dawał mi napęd do działania i nawet gdy treningi wymagały ode mnie wyjścia do strefy dyskomfortu; poświęcenia czasu; środków i innych rzeczy. To było uzależnienie od dawania z siebie więcej. Też taka świadomość, że inni w tym czasie odpoczywają, a ja trenuję dalej mnie napędzała. 

-Pamiętasz swoją pierwszą wygraną? 

- Na pewno pamiętam pierwszy medal jaki dostałem - cały czas go mam- zawody szkolne, jeszcze wtedy miałem 10, czy 11 lat jak dobrze pamiętam. To był wyścig 25 metrów grzbietem dla szkół w mieście, w którym  mieszkałem no i zająłem 3 miejsce. Ta radość była niepohamowana; ta dekoracja; to wszystko - do tamtej pory widziałem wszystko w telewizji. Też wtedy dostęp do Internetu był ograniczony, więc taka dekoracja i inne rzeczy miały inny wydźwięk . Taki większy dla mnie, bo ja w tym brałem udział. Takie rzeczy widziało się tylko na ekranie - Igrzyska Mistrzostw Świata; Igrzyska Olimpijskie. W końcu to ja byłem dekorowany w podobny sposób i to mi bardzo utkwiło w pamięci; ta fajna muzyka, która grała mi na emocjach...więc to uczucie było na tyle wspaniałe, że stwierdziłem, że muszę iść dalej w tym kierunku. 

-Co powoduje, że jesteś cenionym triathlonistą i trenerem? 

-Myślę, że przede wszystkim to, że to co robię jest całym moim życiem. Nie rozdzielam tutaj pracy trenerskiej od reszty, co może w moim życiu prywatnym jest trochę przekleństwem, ale to jakby całe moje życie i temu oddaję się całkowicie i też nie traktuje tego jakoś czysto zarobkowo, tylko bardziej jako rozwój; stawanie się coraz lepszym. Niesamowicie mnie to cieszy, że osoby, które trenuję też pokonują swoje bariery; osiągają swoje cele; angażują się w to; ufają mi a to też buduje większe relacje. Traktuję to jako coś więcej niż rozpisanie planów, jestem takim czynnym trenerem. Samo to, że startuję powiększa moje doświadczenie i wiem co czują inni zawodnicy przy danych okresach treningowych, więc jest mi łatwiej z nimi na ten temat porozmawiać. Wszystko ze sobą się mocno zazębia. 

- Jak długo musiałeś pracować na zaufanie klientów do Twojej firmy Maciej Bodnar Coaching

- Zaskakująco krótko. Na początku miałem bardzo dużo obaw. Były one właśnie związane z tym, że zakładając MBC byłem bardzo młodym zawodnikiem, aczkolwiek z dużym doświadczeniem, a to doświadczenie sporo mi dało, to że startowałem w triathlonie od wielu, wielu lat; osiągałem w kraju różne sukcesy, spowodowało, że wiele osób pominęło kwestię wieku i zaufało mi.  Tak naprawdę to chyba od razu spowodowało, że nie musiałem zdobyć zaufania. Na stracie byłem osobą rozpoznawalną w polskim triathlonie i to już dawało mi pewną przewagę. 

- Dlaczego Twój biznes dobrze i szybko się rozwija? 

-Myślę, że po części odpowiedź jest w poprzednich pytaniach. Przede wszystkim traktuje to jako część mojego życia i jest ze mną cały czas. Wszystko fajnie dookoła idzie - to wynika. z emocji wytwarzanych wokół tego; spotykania się z zawodnikami nie tylko na treningu. Często są to ludzie, z którymi spędzam czas prywatnie, więc tą pozytywną energię widać. Bardzo dużo w tym świecie rozchodzi się pocztą pantoflową. Jeżeli ktoś jest zadowolony to powie to dalej i o tym się słyszy, to się widzi, że to takie naturalne. Nigdy w życiu nie rozdawałem ulotek , ogłoszeń też nie robiłem. Nie mam tutaj aspiracji nie wiadomo jak biznesowych. Skupiam się na czynniku ludzkim, a nie na biznesowym. 
Maciej Bodnar Coaching

-Kto wpadł na to, by założyć profil ''Dziewczyna Triathlonisty''?

- Jak sama nazwa wskazuje to był pomysł Oli. Po prostu, jak zaczęliśmy być razem ze sobą, Ola nie miała jakby wcześniej kontaktu ze sportowcami, nie domyślała się jak to wygląda. Gdy zamieszkaliśmy razem to zobaczyła od kuchni jak to wszystko wygląda - życie ze sportowcem - nagle zobaczyła, tak z dnia na dzień, że jest  tutaj tyle absurdów dla niej, tego wszystkiego, że postanowiła się z tym dalej dzielić, pokazywać ludziom jak to jest żyć z triathlonistą - jakby to było główne założenie- właśnie taki przeskok...dosyć spory. Znaczy Ola była aktywna fizycznie, ale wcześniej dużo studiowała, była na polonistyce, więc to wszystko było dl niej takim ciekawym doświadczeniem, z którym postanowiła się podzielić. 

-Czy nastawienie na wygraną lub przegraną ma znaczenie? 

- Tak, bo jeżeli na starcie, albo w trakcie wyścigu pomyśleliśmy, że nie damy rady wygrać no to przegraliśmy. Tutaj bardzo często jest tak, że to głowa odgrywa decydującą rolę, szczególnie jeżeli poziom jest wyrównany i szczególnie jeżeli jest to wyścig na wyższym poziomie to wszyscy dają z siebie wszystko i bardzo często nastawienie decyduje o tym, kto przegra. Wiele osób jest przygotowanych lepiej fizycznie, ale nie wytrzymują presji wyścigu; nie wytrzymują tego, że nie mają przewagi; muszą się ścigać z kimś bark w bark i wiedzą, że to będzie bolało i tego nie wytrzymują, albo myślą, że nie dadzą rady, a ból jest na tyle duży, że po prostu sobie odpuszczają. Jeżeli ktoś ma cały czas determinację do wygrania i jest w stanie przetrzymać ten ból, to jest już na wygranej pozycji. Mając świadomość, że jest się lepszym od innej osoby, można oszukać swoją głowę i niezależnie od tego co się stanie trzymać swoje tempo i utrzymać je mimo narastającego dyskomfortu i bólu. Triathlon jest taką dyscypliną, gdzie faktycznie głowa odgrywa potężną rolę, zwłaszcza w niesprzyjających warunkach. 

-Co robisz, gdy pojawiają się trudności? 

-Jeżeli mam jakieś trudności w sporcie to przypominam sobie, że nie zawsze było kolorowo i wszystkie poprzednie przeszkody pokonałem. Mam za sobą w sporcie kilkanaście lat pewnych historii i szkoda by było zakończyć. Nie mam czegoś takiego, czego nie da się pokonać, po prostu trzeba odpowiednio podejść, a zazwyczaj jest tak, że jeżeli poświęcamy czemuś więcej energii i czasu to jesteśmy w stanie to zrobić. 

-Kiedy czujesz, że żyjesz? 

-No to jest ciekawe pytanie. Przede wszystkim, gdy wychodzę na trening i nie ma dookoła żadnych problemów, wtedy jestem w stanie skupić się tylko i wyłącznie na nim; czasami poczuć stan flow po zrealizowaniu szczególnie trudnego zadania i to jest super uczucie. Czasami na wyścigu też się to zdarza, w trakcie bardzo mocnej rywalizacji i można po prostu powiedzieć, że dało się z siebie wszystko tego dnia, i człowiek czuje się taki w pełni; w pełni spełniony. 

-Jakbyś zdefiniował stan flow? 

-Flow to jest taki stan, przynajmniej u mnie, gdzie faktycznie wszystko zaczyna mi wychodzić, wszystko jest okay; jestem w stanie wejść na bardzo wysokie tempa intensywności czując przy tym mega radość; czuję się w takiej życiowej formie; nic mi nie przeszkadza w głowie i często taki stan w wielu dyscyplinach, osiągany na ważniejszych zawodach olimpijskich sprawia, że jest się nie do zatrzymania. Czasami jest tak, że zawodnik, który nie jest faworytem nagle wychodzi; wszystko wygrywa i jest jakby nie do zatrzymania, bo czuje ten stan flow. W ogóle w sportach technicznych jest też często tak, że dla nich ten czas nagle zwalnia i są w stanie wyprzedzić przeciwnika bez problemu. Musi się na to złożyć wiele, wiele czynników, czyli wolna głowa, super przygotowanie fizyczne, psychiczne,  zejście się tego wszystkiego  w jednym czasie; spotkanie się tych szczytów formy fizycznej i psychicznej; wszystkiego ze sobą, wtedy pojawia się poczucie flow i naprawdę wszystko, wszystko nam wychodzi jak nigdy dotąd. 

Wywiad z Maciejem Bodnarem przeprowadziła Marta Synowiec.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze