Wywiad z Katarzyną Frączystą - biegaczką, góralką z Kościeliska

fot.: Andrzej Tomczyk/

Jak wyglądał twój początek w bieganiu? 

Zaczęłam biegać w wieku 15 lat. Moimi towarzyszami podczas treningu byli siostra Weronika i brat Andrzej. Głównym powodem rozpoczęcia tej formy aktywności była chęć poprawy sylwetki oraz ogólnej sprawności. W okresie liceum i studiowania również biegałam, ale nie były to regularne treningi. Po prostu wychodziłam pobiegać, kiedy miałam czas i ochotę. Treningi biegowe zastępowałam często inną aktywnością fizyczną, na przykład wycieczkami górskimi, basenem, ścianką wspinaczkową. Pierwsze zawody, w których wzięłam udział to Parkrun Kraków. Są to spotkania biegowe organizowane w każdą sobotę na Błoniach w Krakowie. Uczestnicy pokonują dystans 5 km. Na ostatnim roku studiów tak spędzałam z bratem sobotnie poranki. Osiągając coraz lepsze rezultaty podczas spotkań parkrun, zaczęłam trenować bardziej regularnie i zagłębiać się w tematykę związaną z bieganiem. Po powrocie do Zakopanego w 2013 roku zaczęłam startować w biegach na dystansie 10 km, zarówno ulicznych jak i terenowych. Osiągane wówczas rezultaty dawały mi dużą satysfakcję i mobilizację do zwiększania dystansu zarówno na treningach, jak i na zawodach. W 2016 roku wystartowałam w pierwszym górskim biegu w Tatrach, zajmując trzecie miejsce w kategorii open. Był to IX Bieg Sokoła organizowany na dystansie 15,6  km (deniwelacja +1013/ -1013 m). Od tego okresu zaczęłam bardziej interesować się biegami typu skyrunning. W 2018 roku razem z siostrą Weroniką wystartowałyśy w Wysokogórskim Biegu im. dh. Franciszka Marduły (Mistrzostwa Polski w Skyrunningu) na dystansie 32 km przy deniwelacji +2218/ -2218 m. Przez całą trasę biegłyśmy blisko siebie, motywując się wzajemnie. Finalnie bieg ukończyłyśmy, zajmując miejsca w pierwszej dziesiątce kobiet. Udział w tych zawodach przyniósł nam wiele radości i zachęcił do startu w kolejnych biegach organizowanych na terenie Tatr.

fot.: Maciej Skiba/ zbiory własne/ Szpiglasowy Wierch z Weroniką Frączystą i Pawłem Krawczykiem

Co się zmieniło od pierwszego treningu do teraźniejszości? 

Myślę, że zmieniło się bardzo dużo. Na początku mojej przygody z bieganiem nie przywiązywałam takiej wagi do systematyczności przy treningach biegowych. Tak jak wspominałam wcześniej, często zastępowałam je inną aktywnością fizyczną. Chodziło o to, żeby aktywnie spędzać wolny czas. Dzisiaj natomiast na pierwszym miejscu w treningu stawiam bieganie, a dopiero później inne formy aktywności, takie jak jazda na rowerze szosowym, jazda na nartach biegowych, czy pływanie. Regularnie wykonuję treningi zgodnie z planem, który układa dla mnie Marcin Rzeszótko. Od 2018 roku skupiam się też bardziej na zawodach w terenie wysokogórskim, przede wszystkim  w Tatrach. Dodatkowo biorę również udział w biegach ulicznych na dystansach 5 i 10 km. W tym roku wystartowałam w zawodach Tatra Sky Marathon na dystansie 42 km przy deniwelacji +4500/-4500 m, które były zarazem 11. Mistrzostwami Polski PZLA w długodystansowym biegu górskim. Był to najdłuższy dystans jaki pokonałam do tej pory na zawodach. Jestem bardzo zadowolona z osiągniętego wyniku. Myślę, że w przyszłym roku również spróbuję swoich sił na tym dystansie.

Co daje ci opieka trenerska Marcina Rzeszótki? 

Z Marcinem współpracuję regularnie od lipca zeszłego roku, chociaż wcześniej też niejednokrotnie korzystałam z jego porad związanych z tematyką biegową. Marcin rozpisuje dla mnie plany treningowe, dostosowując je do zaplanowanych startów w zawodach. Współpraca z nim przyniosła duże postępy. W tym roku biega mi się bardzo dobrze, co przekłada się na wyniki osiągane na zawodach. Sądzę, że dobrze jest korzystać z pomocy osoby, która ma tak duże doświadczenie jak Marcin. Wiele się nauczyłam dzięki tej współpracy. 

Jak wygląda twoje życie jako biegaczki na Podhalu, w Kościelisku? 

Od poniedziałku do piątku rano chodzę do pracy, a po południu biegam. W weekendy, kiedy mam więcej czasu, robię dłuższe treningi w górach albo startuję w zawodach. Miejsca moich treningów to przede wszystkim szlaki tatrzańskie i tereny leśne, które mam zaraz obok domu. Biegając w takich miejscach, odpoczywam i relaksuję się po całym dniu pracy, nabierając jednocześnie energii na pozostałą część dnia. Myślę, że mam duże szczęście, że mieszkam w takim miejscu. Przebywając w górach, szczególnie kiedy jestem sama, mam poczucie wolności i swobody, którego nikt nie może mi zabrać. To jest największa zaleta biegania w Tatrach. Uważam, że jest to forma aktywności, której niemal każdy może się oddawać, niekoniecznie po to, aby startować w zawodach, ale dla swojego zdrowia i dobrego samopoczucia. Bieganie nie wymaga dużych umiejętności oraz specjalistycznego sprzętu. Wystarczy założyć wygodne obuwie, strój sportowy i wyruszyć na tatrzańskie szlaki.  

Dlaczego po studiach wróciłaś na Podhale? 

Wróciłam na Podhale, ponieważ dla mnie jest to najpiękniejsze miejsce w Polsce. Kościelisko to moja rodzinna miejscowość. Tu spędziłam najmłodsze lata, tu ukończyłam szkołę i to właśnie tutaj chciałabym mieszkać i pracować. Życie na stałe w większym mieście nie jest dla mnie. Potrzebuję przestrzeni i spokoju, a to mogę znaleźć właśnie tutaj. Poza tym, bliskość Tatr jest dla mnie bardzo ważna. Spędzam w nich większość wolnego czasu. 

Dlaczego Tatry są najlepszym miejscem do trenowania? 

Tatry są odpowiednim miejscem do trenowania , ponieważ dają możliwość odbywania urozmaiconych treningów o różnej skali trudności. Myślę tu, przede wszystkim o ekspozycji terenu,  przewyższeniu, długości trasy. Tatry są szczególnie dobrym miejscem do biegania dla osób, które startują w biegach  typu skyrunning. Poza tym góry dają nam możliwość obcowania z naturą i podziwiania pięknych widoków. A przede wszystkim, tak jak wspominałam już wcześniej, dają poczucie wolności i swobody, której w dzisiejszych czasach bardzo potrzebujemy. 


Na Podhalu mieszka wielu rozpoznawalnych sportowców; wspinaczy, narciarzy, biegaczy. Czy fakty, że masz obok siebie podobnie zakręcone osoby, coś ci daje? 

Myślę, że takie osoby są dla mnie inspiracją do działania. Żyjąc wśród ludzi, którzy wytrwale dążą do wyznaczonych przez siebie celów, sami zaczynamy postępować podobnie. Czasami można również nauczyć się czegoś nowego od takich osób i wykorzystać to w swoim życiu. Trzeba otaczać się pozytywnymi ludźmi, a odcinać się od wampirów energetycznych. 

Zdarzyło ci się na treningu spotkać niedźwiedzia? 

Tak, miałam taką sytuację w tym roku zimą. Zbiegałam z Przełęczy Iwaniackiej do Doliny Kościeliskiej i nagle parę metrów przede mną zobaczyłam niedźwiadka [przyp. red. mały niedźwiedź]. 
Przechodził przez szlak turystyczny w kierunku lasu. Chyba nawet mnie nie zauważył. Nie powiem, trochę się przestraszyłam. Niedźwiedzia można spotkać dość często na tatrzańskich szlakach. W końcu to jego dom, a my jesteśmy w nim gośćmi. Moi znajomi jakieś dwa tygodnie temu spotkali niedźwiedzia w Dolinie Strążyskiej. Wędrował sobie spokojnie środkiem szlaku w kierunku wylotu doliny, nie zważając na obecność turystów. 

Dlaczego zdecydowałaś się na kurs przewodnika tatrzańskiego? 

Pierwszą osobą, która zaraziła mnie oraz moje rodzeństwo pasją do gór była babcia Helena Jakubiec. To właśnie z nią jako dzieci odbywaliśmy pierwsze wycieczki górskie. Babcia opowiadała nam legendy związane z Tatrami oraz uczyła pierwszych nazw topograficznych. Myślę, że to w dużym stopniu miało wpływ na moje późniejsze decyzje. W pewnym sensie jest to też nasza pasja rodzinna. Siostra mojej babci, Anna Marusarz, była jedną z pierwszych kobiet, która uzyskała tytuł przewodniczki tatrzańskiej. Mój tata pracuje już ponad 30 lat w tym zawodzie. Tematy związane z Tatrami były obecne w naszym domu od dzieciństwa. W ostatnim czasie kurs ukończyła również moja siostra, którą czeka jeszcze egzamin. Przewodnikiem tatrzańskim jest także mój trener - Marcin Rzeszótko- ukończyliśmy oboje ten sam kurs. 

Co daje ci ta praca? 

Zawód przewodnika tatrzańskiego jest dla mnie pracą, która daje mi dużo satysfakcji. Przede wszystkim dlatego, że mogę się podzielić swoją wiedzą i zachęcić do aktywności fizycznej uczestników wycieczek. Turyści, z którymi wędruję to przede wszystkim grupy szkolne oraz sportowe. W przypadku grup sportowych wycieczki w Tatry łączymy często z treningiem biegowym. Takie wyjścia lubię najbardziej.

fot.: Jakub Stryk 

Kim jest twój biegowy kompan Kamis? 

Kamis to nasz pies, którego wzięliśmy ze schroniska dla zwierząt z Lublina. Mieszka z nami już 7 lat. Kamis codziennie towarzyszy mojemu tacie podczas treningów biegowych. Ze mną i moją siostrą biega przede wszystkim w weekendy. Dobrze jest mieć takiego towarzysza na treningu. 

Gdzie można cię spotkać na treningu? 

Biegam w różnych miejscach, zarówno na tatrzańskich szlakach, jak i na obrzeżach Zakopanego i Kościeliska. W tygodniu jest to najczęściej Droga pod Reglami i przyległe doliny reglowe; odcinek Rondo Kuźnickie - Kasprowy Wierch; Bachledzki Wierch oraz Mietłówka.  Natomiast w weekendy, kiedy mam więcej czasu, wybieram się na dłuższe treningi w wyższe partie Tatr, na przykład na Czerwone Wierchy. 

Wyobrażasz sobie życie gdzieś indziej niż na Podhalu? 


Szczerze mówiąc, jestem bardzo przywiązana do tego miejsca i dobrze się tu czuję. Nie chciałabym zmieniać miejsca zamieszkania ze względu na bliskość Tatr, które mam praktycznie na wyciągnięcie ręki. Poza tym mieszkają tu moi najbliżsi, bez których nie mogłabym normalnie żyć. Jeżeli miałabym wybierać jakieś inne miejsce do życia, to na pewno musiałyby być tam góry. Bardzo podoba mi się w południowej Szwajcarii w kantonie Valais oraz w północnych Włoszech, w regionie Trydent- Górna Adyga. 


fot.: Weronika Frączysta 

Rozmawiacie w gronie rodzinnym gwarą? 

Tak. w gronie rodzinnym rozmawiamy gwarą. Tak było od dziecka. Porozumiewałam się nią i porozumiewam nadal z rodzicami, dziadkami, rodzeństwem i innymi osobami mieszkającymi na Podhalu. Gwara jest czymś co nas odróżnia od innych społeczności i daje nam w pewnym sensie indywidualność. 

Jakie miejsce w twoim domu zajmuje kultura i muzyka góralska? 

Kultura i muzyka góralska, podobnie jak wspominana wcześniej gwara, są w naszym domu od zawsze. Jesteśmy - jako rodzina - silnie związani z folklorem. Mój dziadek i tata grają na skrzypcach. W przeszłości należeli do zespołów i kapel góralskich działających na terenie Podhala i nie tylko. Obecnie tata często organizuje dla turystów wieczory przy muzyce góralskiej. Podczas takich prelekcji opowiada gawędy góralskie, przedstawia historię regionu i zwyczaje panujące na Podhalu. W okresie szkolnym, ja i rodzeństwo, również należeliśmy do zespołów góralskich, dzięki czemu potrafimy dzisiaj tańczyć i śpiewać. W naszym domu od dzieciństwa pamiętam obecność muzyki łuku Karpat, między innymi nut słowackich, węgierskich, rumuńskich i romskich. Obecnie również słuchamy takiej muzyki oraz często bierzemy udział w imprezach folklorystycznych organizowanych na terenie Podhala, na przykład w Międzynarodowym Festiwalu Folkloru Ziem Górskich. 

Pielęgnowanie góralskich tradycji jest dla ciebie w jakiś sposób istotne? 

Tak, podtrzymywanie tradycji góralskich jest dla mnie ważne. Wiążę to przede wszystkim z domem, w którym zostałam wychowana. Chciałabym je nadal pielęgnować i przekazywać kolejnym pokoleniom. Moja rodzina cały czas kultywuje tradycje góralskie, m.in. poprzez taniec, śpiew, noszenie stroju góralskiego, posługiwanie się gwarą i zwyczaje stosowane w życiu codziennym. 


fot.: Ralpu

Publikowanie komentarza

1 Komentarze

Akceptuję prawo autora do usunięcia opinii zawierającej treści sprzeczne z prawem, wulgarne, naruszające prawa innych osób lub powszechnie przyjęte zasady współżycia społecznego, jak również treści reklamowych i spamu. Autor strony nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczonych komentarzy, które są wyłącznie prywatnymi opiniami Użytkowników i nie muszą być zgodne z punktem widzenia autora strony.